...dziewczyno ogarnij się!
Nie żryj tyle syfu - to że po dużej pizzy i 2 litrach pepsi nie tyjesz to nie znaczy, że jest to dla Ciebie zdrowe.
Ucz się języków...no dobra chociaż jednego ale perfekcyjnie. Nie zamykaj się na ludzi, oni mogą dać Ci naprawdę wiele radości, szczęścia i wspomnień. Przestań otaczać się toksycznymi osobami! Ktoś to obgaduje Cię za plecami nie jest Twoją najlepszą przyjaciółką - zapamiętaj to w końcu! Rodzice naprawę Ci kochają i chcą dla Ciebie jak najlepiej - więc może warto ich posłuchać? Najpierw dziecko później pies - nigdy odwrotnie! Pokochaj siebie - teraz, już, natychmiast i NIGDY nie przestawaj!
A Ty co powiedziałabyś do nastoletniej siebie?
wtorek, 20 października 2015
piątek, 9 października 2015
Założenia kontra rzeczywistość...
...mają się różnie. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży od razu w mojej głowie powstał plan "wychowania K". Większa część pokrywała się z założeniami mojego męża, więc oboje zadowoleni z siebie czekaliśmy aż ową koncepcje wprowadzimy w życie. Miało być łatwo, miło i przyjemnie...miało.
1. Za żadne skarby świata K. nie będzie spała z nami w łóżku.
Wydaje się proste nie? Usypiamy odkładamy do łóżeczka i mamy czas dla siebie...no chyba, że dziecko ma kolki a do tego kupiło się jakieś trafne łóżeczko co parzy w tyłek. Noc, dwie, trzy, tydzień i całkowita kapitulacja. Wręcza zadowolenie, że co prawda na jednym boku i to na krawędzi ale 3 godziny bez przerwy! I człowiek może góry przenosić :D
2. Noszenie na rękach przy usypianiu? Mowy nie ma!
Noszenie było zbyt nudne i ciężko było pooglądać przy tym telewizor. Szybkie rozeznanie i jest! Piłka do ćwiczeń. Mamy w domu? Mamy! No to ogień. (Swoją drogą w końcu po 2 latach zbierania kurzu, przydała się do czegoś) Ustawiona w centralnym punkcie pokoju przy łóżku (żeby było gdzie położyć telefon, pilot i tablet opcjonalnie jakąś przekąskę) i skaczemy. W dzień i w nocy 24/7. I znowu radość - śpi a to że na piłce, a to że trzeba ją trzymać i co jakiś czas podskoczyć kilka razy - trudno. Ważne, że działa! Nawet co jakiś czas udaje się ją odłożyć na 15 min na łóżka - oczywiście nasze. Przecież nikt nie będzie się narażał, że przez takie głupie pomysły jak spanie we własnym łóżeczku, jeszcze wstanie ;).
3. Bajki? Jakie bajki do 2 lat zakaz.
Baby Einstein - kocham, kocham, kocham! Nareszcie mamy coś za zajmuję K. na więcej niż 5 sek a ja w tym czasie mogę spokojnie znieść wózek, bez obaw, że zaniesie się płaczem. Fakt, faktem oglądała tylko raz dziennie i tylko w czasie znoszenia wózka no ale jednak oglądała...no i znowu nam nie pykło ;)
Od tego czasu przestaliśmy układać plan i idziemy na całość ;)
P.S oduczenie skakania na piłce poszła na szczęście bardzo szybko i zgrabnie.
1. Za żadne skarby świata K. nie będzie spała z nami w łóżku.
Wydaje się proste nie? Usypiamy odkładamy do łóżeczka i mamy czas dla siebie...no chyba, że dziecko ma kolki a do tego kupiło się jakieś trafne łóżeczko co parzy w tyłek. Noc, dwie, trzy, tydzień i całkowita kapitulacja. Wręcza zadowolenie, że co prawda na jednym boku i to na krawędzi ale 3 godziny bez przerwy! I człowiek może góry przenosić :D
2. Noszenie na rękach przy usypianiu? Mowy nie ma!
Noszenie było zbyt nudne i ciężko było pooglądać przy tym telewizor. Szybkie rozeznanie i jest! Piłka do ćwiczeń. Mamy w domu? Mamy! No to ogień. (Swoją drogą w końcu po 2 latach zbierania kurzu, przydała się do czegoś) Ustawiona w centralnym punkcie pokoju przy łóżku (żeby było gdzie położyć telefon, pilot i tablet opcjonalnie jakąś przekąskę) i skaczemy. W dzień i w nocy 24/7. I znowu radość - śpi a to że na piłce, a to że trzeba ją trzymać i co jakiś czas podskoczyć kilka razy - trudno. Ważne, że działa! Nawet co jakiś czas udaje się ją odłożyć na 15 min na łóżka - oczywiście nasze. Przecież nikt nie będzie się narażał, że przez takie głupie pomysły jak spanie we własnym łóżeczku, jeszcze wstanie ;).
3. Bajki? Jakie bajki do 2 lat zakaz.
Baby Einstein - kocham, kocham, kocham! Nareszcie mamy coś za zajmuję K. na więcej niż 5 sek a ja w tym czasie mogę spokojnie znieść wózek, bez obaw, że zaniesie się płaczem. Fakt, faktem oglądała tylko raz dziennie i tylko w czasie znoszenia wózka no ale jednak oglądała...no i znowu nam nie pykło ;)
Od tego czasu przestaliśmy układać plan i idziemy na całość ;)
P.S oduczenie skakania na piłce poszła na szczęście bardzo szybko i zgrabnie.
wtorek, 6 października 2015
Matka wariatka? Nie! Matka alergika.
Matka wariatka(wybrałam to najdelikatniejsze określenie) - tak nazywa mnie 9 na 10 nowo poznanych ludzi. Po głębszym zastanowieniu, to właściwie nie ma co im się dziwić ;P. No bo jak można tak latać za dzieckiem i wydziwiać.
Używacie pampersów "Pampersów"? - ludzie Dada z biedry jest przecież o połowę tańsza. A no fakt - podobno to nawet ta sama fabryka. A jednak, kurcze czymś się różnić muszą, skoro po wszystkich innych pampersach pupa K. robi się czerwona w ciągu 5 minut. Uwierzcie, też wolałabym żeby było na odwrót...szczególnie kiedy w prezencie wyprawkowym dostało się 5 paczek.
Jak można tak wymyślać i nie dawać dziecku pszenicy?! Ty jakaś dziwna jesteś... - no może i jestem ale to JA a nie TY będę patrzeć na wielkie czerwone plamy na całym ciałku mojej pięknej K. I czekać, czekać, czekać aż zejdą. A w tym czasie stosować maksymalnie rygorystyczną dietę, żeby za nic w świecie nie pogorszyć sprawy. Naprawdę myślisz, że dla mnie taka fajna sprawa czytać wszystkie składy, na każdym produkcie i zastanawiać się po 10 razy czy czegoś jednak nie pominęłam? Tak, uwielbiam ten dreszczyk emocji...
To samo tyczy się mleka, soli, laktozy, brokuła, kalafiora itd.
Emy? Co to jest? Ty jakieś toksyny na dziecko wylewasz? Przecież jest Nivea. - jeszcze rok temu sama nie wiedziałam, że takie cuda istnieją, ale po wyrzuceniu kolejnej butelki z marketu, zaczęłam szukać i znalazłam. Nareszcie mamy coś, coś nie powoduje podrażnienia skóry, ba! Nawet ją koi - to dopiero coś.
A teraz uwaga, uwaga ja matka wariatka oświadczam, że nie używam Emolium i za każdym razem u lekarza słyszę, że to właśnie przez to moje dziecko ma problem. Szkoda tylko, że nigdy druga część zdania do nich nie dociera - kupiłam wszystko co zaleciła mi pani dr balsam, krem do twarzy i olejek do kąpieli. I jak szybko leciałam z tym do domu, tak szybko po pierwszej kąpieli leciałam z tym do kosza. Pomijając fakt, że skład tych produktów jest fatalny - szczególnie jak dla dzieci z problemami. To u nas nie zrobiły absolutnie nic dobrego, wręcz przeciwnie. Ale może i dobrze?
Matka wariatka - pewnie tak, pewnie po roku pilnowania każdego produktu, każdego kęsa, leczenia plam wiecznie i od nowa, coś mi się tam poprzestawiało ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)