Bez zbędnego wstępu jedziemy z koksem:
1. Uprzejmość ludzi, naprawdę tutaj wszyscy mówią sobie "dzień dobry" a nie przechodzą na drugą stronę ulicy. I tak wiem, możemy teraz powiedzieć, że jest to wymuszona uprzejmość. Szczerze? Wolę wymuszoną uprzejmość, niż wrodzoną gburowatość ;)
2. Brak chrupek kukurydzianych. Jak bum cyk, cyk. Przez dwa miesiące znalazłam jedną paczkę, chrupek z Hippa o pojemności... małej paczki chipsów. Co to za dzieciństwo bez chrupek? Jak bez chleba z masłem i cukrem, zero przyjemności.
O zdrowotności lub też nie chrupek rozwodzić się nie będziemy. Nie tym razem.
3. Jako matka z czterokołowcem dokonałam wspaniałego odkrycia. Wszędzie ale to wszędzie są podjazdy! I już nie muszę targać, wózka i dziecka - lub samego dziecka (debatując czy zakupy też próbować wziąć, czy może nikt się nie połasi na chleb i kilo ogórków) na drugie piętro, żeby odebrać dowód osobisty.
4. Cisza nocna. Przegięcie. Od 19 do 7 rano aleee to nie wszystko. Jeszcze jest "cisza dzienna" od 13 do 15. I weź tu człowieku zacznij remont...
Z koksem czy też bez dotrwaliście do końca. Gratuluję i zapraszam ponownie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz